Saturday, 29 January 2022

Okruchy Przeszlości: "Ciemna strona Archeobiznesu": Poszukiwacze artefaktów próbują po raz pierwszy nauczyć archeologów, jak wykonywać swoją pracę

"Ciemna strona archeobiznesu"


Zamiast dalszych dyskusji, polscy detektoryści z federacji PZE postanowili pójść łeb w łeb ze środowiskiem archeologicznym i podjąć próbę podważenia wiarygodności dyscypliny. Jako samozwańczy „śledczy” wcielili się w rolę społeczności uprawnionej do poczuwania się do odpowiedzialności za rozwiązywanie problemów polskiej archeologii – nie rozumiejąc właściwie, co krytykują. 

Wraz z publikacją trzech filmów, która rozpoczęła się w styczniu 2021 roku, polscy detektoryści wylali swoją złość, żółć i zawiść w trzyczęściowym, przesadnie dramatycznym i stronniczym amatorskim formacie wideo o nazwie „Ciemna strona archaeobiznesu”. To naśladowało niektóre z niskobudżetowych sensacyjnych programów w polskiej telewizji publicznej.


.
Ciemna strona Archeobiznesu część 1
.
Polski Związek Eksploratorów You Tube
17,163 views Jan 26, 2021
.

Ciemna strona Archeobiznesu część 2
. .
11,771 views Premiered Mar 10, 2021

Ciemna strona Archeobiznesu część 3
. .
Polski Związek Eksploratorów You Tube
8,327 views Premiered Jan 28, 2022


Kampania spotkała się z dużym uznaniem i poparciem społeczności wykrywaczowców w Polsce, oto tylko kilka entuzjastycznych komentarzy pod filmami. Krytyczne były rzadkie.
@dacko4843 @dacko4843 2 lat temu
BRAVO PZE tak trzymać trzeba tych dziadów tepic jak się da biorąc wielkie pieniądze nic nie robiąc. Jeszcze raz bravo Panie i Panowie z PZE.
@lastninja1373 @lastninja1373 2 years ago
Dziennikarstwo śledcze najwyzszych lotow plus wykonanie lepsze niż niejedna produkcja komercyjnej telewizji.
@PiotrekDugi 2 years ago
Ręce opadają....brak słów...Jestem w PZE od początku i nie żałuję.Pozdrawiam.Robicie zajebistą robotę. 8
@Radziu87 2 years ago
Zapowiada się ciekawa Burza :) oby jak najwięcej ujrzało światło dzienne i życzę wytrwałości Pozdrawiam .
@StarozytnaPolskaSowianie 1 year ago (edited)
Ja prdl jak tak słucham to mi się scyzoryk w kieszeni otwiera. Szacun ze ten film panowie! Szacunek dla dr. Marcina Dziewanowskiego. Film udostępniony w moich mediach dla większych zasięgów. Pozdrawiam!
Ta akcja wywarła bardzo negatywne wrażenie na społeczności poszukującej artefaktów. Pierwszy film zawierał nagranie urzędnika, publicznie go zlinczował i opowiadał nieprawdziwe historie. Doszło do konkretnych ataków (wraz z podaniem nazwisk poszczególnych osób) na SNAP i NID, a także na służby konserwatorskie i kilka firm archeologicznych.

Wraz z publikacją tych trzech filmów, polscy detektywi doszczętnie spalili mosty, które przez lata tak wielu ludzi próbowało zbudować. W efekcie, całej pracy i zaangażowania wielu osób i zbudowanego zaufania, wszystko runęło jak domek z kart. Wtedy też zakończyły się rozmowy pomiędzy instytucjami archeologicznymi a środowiskiem łowieckim aretefactów i nie kontynuowano dalszych prac.

Działania PZE nie mogły zakończyć się niczym innym, jak stworzeniem wysoce negatywnego (żeby nie powiedzieć podejrzliwego) stosunku do poszukiwaczy w służbach konserwatorskich. Miało to między innymi negatywny wpływ na postrzeganie działań poszukiwaczy w ogóle przez administrację, co utrudniało im m.in. uzyskiwanie zezwoleń .


Okruchy Preszłości: Ułomny "Dialog"

Od lat 90. XX wieku podejmowano wiele prób uregulowania różnic w opiniach dotyczących traktowania zasobów archeologicznych między poszukiwaczami zabytków a archeologami zawodowymi zainteresowanymi ochroną dziedzictwa archeologicznego. Poszukiwaczom artefaktów zależało na wprowadzeniu zmian legislacyjnych ułatwiających dostęp do materiału archeologicznego oraz innych pozostałości materialnych i reliktów przeszłości. Przełom nastąpił w 2003 roku, ale najwyraźniej chcieli więcej. 

PZE powołano w listopadzie 2018 do działania jako organizacja reprezentująca detektorystów i pokazująca „dobre oblicze” hobby, prowadziła szkolenia, proponowała współpracę z archeologami i ogólnie starała się projektować wizerunek hobby jako nieszkodliwego, niegroźnego, pasję, która dotyczyła tylko „zrozumienia przeszłości”. 

 Pojawił się problem polegający na tym, że poszukiwacze-hobbyści po prostu z jakiegoś powodu nie mogli zrozumieć niektórych podstawowych zasad archeologicznych leżących u podstaw tego, co archeolodzy mówili o skutkach przypadkowego kopania w miejscach i wyciągania przypadkowych metalowych przedmiotów. Stało się to jednostronnym dialogiem niedosłyszących, w którym detektoryści bezkompromisowo domagali się od archeologów wyrzeczenia się zasad konserwacji stanowiska archeologicznego, aby dostosować się do nich, hobbystów (bo „passionaci”). Nie myślano o tym, by zaakceptowali to, co robią, jako szkodliwe i dostosowali swoje praktyki, aby były bardziej przyjazne dla (historycznego) środowiska, a tym samym bardziej zrównoważone. Deklarując, że troszczą się o „pomoc w ochronie” archeologicznych zapisów przeszłości, detektoryści widzieli w tym jedynie „odzyskanie” („ratowanie”) luźnych artefaktów, a nie ochronę stanowisk i złóż, których stanowiły integralną część.

A niestety, zamiast zmagać się z pojęciami i ich zrozumieniem, Polski Związek Eksploratorów (PZE) zdecydowało się na bezpośrednią konfrontację z archeologią i wszczęło akcję publicznie oskarżającą ich o działalność przestępczą....

Saturday, 10 July 2021

Okruchy Przeszłości: BIBLIOGRAPHIA Problem z pozwoleniami na poszukiwanie zabytków w Polsce




W Polsce polowanie na artefakty jest całkowicie legalne, o ile odbywa się za pozwoleniem i informowaniem władz archeologicznych o wynikach. Hardy (2018, 215) zwrócił uwagę na problem tzw. „nihilizmu prawnego” w Polsce i na terenach przyległych, co oznacza, że wiele polowań na artefakty odbywa się wbrew prawnie usankcjonowanym mechanizmom. Inni komentatorzy poruszają te same kwestie w przypadku konkretnego przypadku Polski. Rodzi to całą kwestię przydatności w transnarodowym kontekście uproszczonego przenoszenia uogólnionych koncepcji z doświadczeń w innych sytuacjach (Thomas i Pitblado 2020) o „odpowiedzialnych i responsywnych” łowcach artefaktów do krajów, w których praktyka poszukiwania artefaktów może przybierać różne formy i opierać się na na zaspokajaniu zupełnie innych potrzeb. 

W Polsce przed 2003 rokiem był problem z uzyskaniem „zezwolenia na poszukiwanie zabytków”. Ze względu na sposób napisania ustawy, obowiązujące prawodawstwo nie rozróżniało ingerencji w stanowisko „poszukiwacza” od zawodowego archeologa, więc nie-archeolog, np. kryteria, od których uzależnione było wydanie takiego zezwolenia (kwalifikacje i doświadczenie archeologiczne). Z tego powodu w okresie poprzedzającym zmianę ustrojową większość osób oddających się różnym formom „przeszukiwania historii” po prostu ignorowała restrykcyjne obowiązki prawne i po prostu liczyła, że nie zostaną złapani. Taka była powszechna postawa, gdy wykrywacze metali zaczęły być dostępne.

Sytuacja ta uległa zmianie wraz z zarządzeniami ułatwiającymi wydanymi w związku z ustawą z 2003 r., która umożliwiła eksplorację stanowisk osobom niebędącym archeologami. Niemniej jednak wszystkie znaleziska archeologiczne uzyskane w trakcie poszukiwań stanowią własność Skarbu Państwa i muszą zostać niezwłocznie przekazane wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków. Oznacza to, że chociaż łowcy artefaktów poszukujący legalnie za zezwoleniem mogą wnieść wkład w wiedzę historyczną i być może odzyskać dowody z zagrożonego miejsca, nie mogą legalnie tworzyć własnej osobistej kolekcji niektórych rodzajów materiałów historycznych.
Obecnie zezwolenia na poszukiwanie zabytków wzorowane są na zezwoleniach na wykopaliska w Polsce. Wydawane są na określony region i czas (MKDN/NID 2020; Wieczorek-Kańczura 2017, 74-7). Oprócz danych (imię i nazwisko, adres, inne dane teleadresowe) osoby poszukującej, zgłoszenie musi zawierać dokładne dane i granice obszaru do przeszukania, w tym zaznaczenie go na mapie w skali 1:10 000 lub większej. Wniosek musi również zawierać podpisaną zgodę właściciela gruntu. Osoba poszukująca musi podać uzasadnienie poszukiwań oraz przedstawić program badań i opis metod, które mają być zastosowane. Należy również dołączyć oświadczenie o posiadaniu środków finansowych wystarczających do prawidłowego przeprowadzenia badań oraz oświadczenie muzeum o gotowości przyjęcia znalezisk do długoterminowego przechowywania (nie wszystkie muzea dysponują obecnie wystarczającą powierzchnią magazynową do nowe znaleziska), a także opis sposobu, w jaki teren zostanie przywrócony do stanu poprzedniego po badaniach. We wniosku należy określić czas planowanych działań oraz osoby, które wezmą w nich udział. Na koniec musi być paragon potwierdzający wniesienie opłaty administracyjnej za wydanie dokumentu (80 zł za wniosek).

Wniosek jest rozpatrywany i na jego podstawie zezwolenie może zostać wydane, ale równie dobrze może zostać odrzucone lub może zostać dopuszczone tylko do części wnioskowanych rzeczy. Umożliwi wskazanej osobie (oraz osobom jej towarzyszącym) przeszukanie terenu, którego granice są określone w odniesieniu do wniosku, w okresie od wydania dokumentu do daty jego wygaśnięcia. Zezwolenie określa zakres i sposób prowadzenia poszukiwań oraz dopuszczalną maksymalną głębokość wykopów. Samo przeszukanie uwarunkowane jest powiadomieniem miejscowego urzędu konserwatorskiego o obecności poszukiwaczy na terenie obiektu dwa dni wcześniej (aby umożliwić ewentualną kontrolę w trakcie prac w celu sprawdzenia przestrzegania warunków pozwolenia) oraz o zakończeniu wyszukiwania wraz z pełnymi imionami i nazwiskami wyszukiwanych osób. Zezwolenie to należy zabrać w teren wraz z dokumentem identyfikacyjnym, który należy okazać na żądanie. Poszukiwacz ma obowiązek niezwłocznie zawiadomić konserwatora o wszelkich zagrożeniach lub nowych okolicznościach (np. odkryciu szczątków ludzkich, broni, amunicji i materiałów niebezpiecznych). Poszukiwacz jest zobowiązany do przekazania dokonanych znalezisk i choć nie jest to wymagane przez prawo, za dobrą praktykę uważa się dostarczanie przez poszukiwaczy raportu z wyników badań konserwatorowi.

Na forach poszukiwaczy i w mediach społecznościowych toczy się wiele dyskusji na temat kwestii prawnych związanych z poszukiwaniami, a zwłaszcza z tymi pozwoleniami i procesem ubiegania się o nie. Wydaje się również, że osoby poszukujące mają różne doświadczenia z konserwatorami, a sposób wydawania tych zezwoleń i warunki, jakie one zawierają, różnią się regionalnie. Pojawia się niechęć, że tego typu zezwolenia wymuszają na poszukiwaczu zewnętrzne ograniczenia (Wieczorek-Kańczura 2017, 74-7), np. sama czynność jest bardziej uzależniona od czasu wolnego poszukiwaczy, pogody i dostępności terenu, nie wszystko z których można wiedzieć z góry. Również wielu poszukiwaczy nie lubi ograniczać się koniecznością uzyskania pozwolenia, zamiast szukać miejsca, do którego poniesie ich fantazja. W końcu wiele miejsc, które przeszukują, znajduje się głęboko w lasach (często zarządzanych przez państwo, a więc w ich oczach „publicznych”) lub na innych odległych obszarach (Witt 2017, 151) i wydaje się, że jeśli nie ma fizycznej bariery w postaci ogrodzenia (większość pól w Polsce nie ma żywopłotów ani płotów), jako pozostałość po mentalności czasów PRL-u, kiedy ziemia była znacjonalizowana i było to normalne, znaczna liczba poszukiwaczy nie widzi potrzeby nawet kontaktowania się z właścicielami ziemi, po której wędrują. Nawet jeśli to robią, właściciele nie są świadomi (lub nie przejmują się) obowiązkami poszukiwaczy do uzyskania pozwolenia na poszukiwania od państwa oprócz ich własnego pozwolenia. Polskie organizacje hobbystyczne od lat zabiegają o zmianę prawa, podając jako wzór do naśladowania „brytyjski system” (bez zezwoleń).

Sami poszukiwacze mają tendencję do bagatelizowania swoich działań (Sabaciński 2017b, 94), tłumacząc, że po prostu odpowiadają na wewnętrzną potrzebę „odkrycia” czegoś i cieszenia się świeżym powietrzem, ruchem na świeżym powietrzu oraz swoją pasją do historii. Witt (2017) wyszczególnia niektóre argumenty proponowane przez poszukiwaczy artefaktów, którzy próbują uniknąć odpowiedzialności, zwykle próbując amatorskich, „zdroworozsądkowych” interpretacji prawa i szukając luk prawnych. Wysuwane są różne twierdzenia, że litera prawa może być interpretowana w inny sposób niż robią to specjaliści od dziedzictwa, i dotyczy to w szczególności definicji „artefaktu archeologicznego”. Witt pokazuje jednak, że te różne próby pokazują przede wszystkim, że polscy poszukiwacze zabytków mają bardzo słabą znajomość prawa i orzecznictwa. Liczą też na szczęście, jak zauważa Witt (2017, 151): „na forach wykrywaczy metali często pojawiają się historie „normalnych” policjantów, którzy z zainteresowaniem pytali użytkowników wykrywaczy o ich pasję, po czym odjeżdżali życząc im powodzenia. szukaj". Istnieje zatem wiele powodów, dla których podczas gdy w mediach społecznościowych można zauważyć, że niektórzy poszukujący podkreślają potrzebę legalnego wyszukiwania, większość postów po prostu przyjmuje podejście „nie pytaj, nie mów” do całości materiał. Z posiadanych przez nas danych statystycznych wynika, że pomimo inicjatywy zmierzającej do ich ułatwienia (Sabacinski 2017, 95), bardzo niewielu poszukiwaczy artefaktów ubiega się o wymagane zezwolenia (Makowska et al. 2016, 174n16; Wieczorek-Kańczura 2017, 83-5 , ryc. 1-3; Sabaczyński 2017b, 95). Dzieje się tak nawet pomimo możliwości uzyskania nagrody pieniężnej za zgłoszenie znalezisk dokonanych na podstawie takiego zezwolenia (Sabaciński 2017, 95-6). Niektórzy detektoryści noszą to lekceważenie prawa i „establishmentu” niemal jako oznakę swojej tożsamości i nonkonformizmu. Pewien sprzedawca reklamujący przedmioty dla detektywów deklaruje: „według wielu opinii, w świetle obowiązującego prawa, [jesteśmy] największą grupą przestępczą w kraju, ale pokażmy swój prawdziwy charakter i niech wszyscy zobaczą, że jesteśmy ludźmi pełnymi pasja – siła we wspólnocie!” (Rys. 000). Zdaniem Wieczorek-Kańczury (2017, 86-7) choć poszukiwacze zabytków deklarują troskę o zachowanie zabytków, faktyczna liczba osób w Polsce, które podejmują trud zachowania się zgodnie z prawem i odpowiedzialnej współpracy ze służbami konserwatorskimi, pokazuje, że takie deklaracje to tylko fasada. Trzciński (2017) zauważa, że podejmowane w ciągu ostatnich dwóch dekad działania mające na celu zwalczanie nielegalnego polowania na zabytki w Polsce nie przyniosły rezultatu. Zauważa, że postrzeganie obecnych praw przez „dużą i spolaryzowaną społeczność wykrywaczy” jako nadmiernie represyjne i sugeruje, że:

„Niezgodność z przepisami prawa jest powszechna ze względu na znikomą skuteczność w ściganiu nielegalnych poszukiwań skarbów. Sytuację tę potęguje niski poziom świadomości ogółu społeczeństwa w zakresie potrzeby ochrony dziedzictwa, w szczególności zapisów archeologicznych. W pewnym stopniu za ten stan rzeczy należy upatrywać niezdolność państwa do realizacji długofalowych i kompleksowych projektów edukacyjnych, mających na celu podniesienie świadomości społecznej na temat specyfiki dziedzictwa archeologicznego. W rezultacie nielegalne wykrywanie metali jest postrzegane jako nieszkodliwe hobby. Wszelkie próby uregulowania tego zjawiska spotykają się coraz częściej z oporem społecznym”.
Warto zwrócić uwagę na bardzo podobną diagnozę Sabaczyńskiego (2017, 95-6):
Państwo polskie nie poradziło sobie z problemem nielegalnego polowania na zabytki, ani na poziomie egzekwowania prawa, ani w zakresie edukacji społeczeństwa w zakresie zasad ochrony zabytków archeologicznych i konieczności współpracy ze służbą konserwatorską w polowaniu na nich […] Nie bez znaczenia jest też ciche przyzwolenie społeczeństwa […] Obecnie użycie wykrywaczy metali odbywa się całkowicie poza kontrolą organów państwa”

Vignette: Koszula "Polscy Detektoryści! Według wielu opinii, w świetle obecnego prawa największa grupa przestępcza w kraju. Pokażmy swoje prawdziwe oblicze i dajmy się poznać jako ludzie pełni pasji - w grupie siła!" (Tomasz Budrewicz, Słupsk, sklep: dlaposzukiwacza.pl)






Tuesday, 18 May 2021

Okruchy Przeszłości: Nielegalne nocne przeszukiwanie artefaktów monitorowane w Wielkiej Brytanii

  


Czujniki ruchu i fotopułapki od dawna są wykorzystywane przez badaczy dzikiej przyrody do rejestrowania nocnych wybryków nieśmiałej i skrytej fauny Wielkiej Brytanii. Teraz tę samą technologię zastosowano do wychwytywania wybryków mniej atrakcyjnej formy stworzenia, polegającej na kopaniu, a mianowicie wykrywaczu metalu wykorzystującym poszukiwacze działające tam, gdzie nie powinny, bez pozwolenia. W październiku 2015 r. w programie telewizyjnym doniesiono o wynikach wytyczenia przeprowadzonego przez Uniwersytet w Bristolu i BBC, które umieściły kamery i urządzenia nagrywające wokół zaplanowanego rzymskiego miejsca na farmie w Gloucestershire, która, jak twierdził program, była wielokrotnie plądrowana przez wykrywacze metali kopać nielegalnie. Sprzęt prawidłowo dostarczył obrazy trzech dojrzałych mężczyzn, ubranych w charakterystyczne zakamuflowane stroje, rzekomo zaangażowanych w nocną kradzież przedmiotów kolekcjonerskich.

Pomimo faktu, że cała społeczność zajmująca się wykrywaniem metali w Wielkiej Brytanii głośno i jednym głosem ogłasza, że jest „odpowiedzialna”, w związku z czym czuje odrazę do takiej nielegalnej działalności i ją potępia, nikt nigdy nie zgłosił się i nie powiedział, że wie, kim są ci trzej mężczyźni.


Sunday, 18 April 2021

Okruchy Przeszłości: Raubgräber na stanowisku archeologicznym podczas wykopalisk.

Poszukiwacze artefaktów nielegalnie uzyskali dostęp do pozostałości rzymskiej willi we wsi Eastfield niedaleko Scarborough zaledwie kilka godzin po publicznym ujawnieniu znaleziska przez Historyczną Anglię. Organ odpowiedzialny za dziedzictwo ogłosił, że ruiny wyjątkowego okrągłego budynku z łaźnią nie odpowiadają projektowi żadnej innej willi odkrytej ani w Wielkiej Brytanii, ani w Europie. Do ochrony obiektu przed potencjalnymi intruzami zatrudniono ochroniarzy, jednak niektórym poszukiwaczom artefaktów udało się w nocy złamać zabezpieczenia, a inspektor starożytnych zabytków Keith Emerick potwierdził, że uszkodzili budynki i prawdopodobnie usunęli przedmioty. Obecnie przeprowadzana jest pełna inwentaryzacja i udoskonalono zabezpieczenia. Powiadomiono policję z North Yorkshire. Wiadomo również, że w rejonie Eastfield miały już miejsce przypadki nielegalnego wykrywania metali. To nawet pokazuje po raz kolejny, jak wrażliwe są stanowiska archeologiczne w Wielkiej Brytanii, gdzie złodzieje działają bezkarnie i traktują je jak miejsca, w których mogą po prostu zrobić sobie wszystko, na co mają ochotę. 

Friday, 16 April 2021

Okruchy Przeszłości: Złapano więcej brytyjskich rabusiów



Osoby te zostały uchwycone przez kamery monitorujące w prywatnym lesie, gdy korzystały z wykrywaczy metalu w celu poszukiwania metalowych przedmiotów, które następnie zabrali. Byli na terenie posesji i przeszukiwali bez pozwolenia. Jeden z tych facetów pozwolił swojej żonie przyjść, żeby niosła żarcie i łopatę.

Interesujące są komentarze brytyjskich użytkowników wykrywaczy metali pod oryginalnym postem. Pojawiają się wśród nich takie komentarze, jak „ci ludzie nie reprezentują prawdziwych wykrywaczy metali”. Ale wtedy możemy przyjrzeć się nastrojom wyrażanym przez dużą liczbę osób, które najwyraźniej tak są.

David Matthews mówi, że nie widzi problemu, bo to teren leśny.

Mówi Ian Mcallister: „Jest biały dzień, a nie noc, a na jakimkolwiek napisie widniały napisy mówiące o zakazie wstępu”

Bruno Costa uważa: „Ludzie nie mogą mieć nawet hobby i sprzątać lasów (bo to jest to, co robią najczęściej), zbierać puszki po piwie i złom, nie będąc niesłusznie oskarżonymi o bycie złodziejem i dopuszczenie się wtargnięcia na własność prywatną i tym podobnych” Opanujcie się ludzie i zajmijcie się prawdziwymi przestępcami, pedofilami rządzącymi tym krajem…”

Osoby zostały już zidentyfikowane, a policja zajmuje się nimi.

Friday, 26 March 2021

Okruchy Przeszłości: Knowledge theft by searchers along Roman Empiire's Northernmost frontier

Poszukiwacze przedmiotów metalowych na Wale Antoninie poszukiwane przez policję (Alison Campsie, 'Antonine Wall metal detectorists sought by police: Metal detectorists are being sought by police after land was damaged close to the Antonine Wall', The Scotsman 26 marca 2021 ).
Dowody nielegalnego wykrywania metali znaleziono w Rough Castle w pobliżu Bonnybridge, gdzie ziemia została naruszona między 8 a 15 marca. Rzeczniczka Police Scotland powiedziała: „Zakłada się, że ludzie próbowali znaleźć zabytki”. Fort Rough Castle jest uważany za najlepiej zachowaną część Walu Antoniny, najbardziej wysuniętej na północny zachód granicy Cesarstwa Rzymskiego [...]  każdy, kto chce skorzystać z wykrywacza metalu wokół Muru Antonine, potrzebuje pozwolenia od Historic Environment Scotland.

Osobom korzystającym z wykrywacza metalu w takim miejscu bez pozwolenia grozi grzywna w wysokości do 1000 funtów, a w przypadku osób przyłapanych na usuwaniu przedmiotów – kary do 10 000 funtów. Rzeczniczka Historic Environment Scotland powiedziała: „Personel HES odkrył niedawno dowody na nieuprawnione wykrywanie metalu w Rough Castle, jednym z najlepiej zachowanych odcinków Muru Antoninów i chronionym jako pomnik.[...] „poszukiwanie metalu na zabytkowym pomniku bez zgody jest przestępstwem przeciwko dziedzictwu społecznemu, które może prowadzić do nieodwracalnych szkód w naszych cennych zasobach historycznych i na zawsze utracić fragmenty naszej przeszłości. [...]

Wiadomo, że przestępczość związana z dziedzictwem kulturowym w Szkocji rośnie. W 2019 r. Historic Environment Scotland (HES) i policja prowadziły dochodzenia w sprawie około 100 przypadków przestępstw przeciwko dziedzictwu. W ciągu ostatnich pięciu lat było ich łącznie 40.